Syzygy#7 – Krzysztof Kubeczko

źródło: http://ftp.pigwa.net/stuff/collections/atari_forever/Ziny/Syzygy/
projekt filmu: https://atarionline.pl/forum/comments.php?DiscussionID=3376&page=1
informacje: http://atariki.krap.pl/index.php/Kubek

Wersja tekstowa, QBK, SYZYGY
źródło: Syzygy7b.atr

Dracon, Astral, Gepard-

Dnia 12 kwietnia 1999 roku zginął tra-
gicznie w wypadku samochodowym Krzysztof
Kubeczko. Miał niecałe 21 lat… :-(

Wizerunek, jaki wykreował w oczach ata-
rowców, szczególnie scenowców, nie jest
do końca pełny i prawdziwy. Był może po-
stacią kontrowersyjną, zwłaszcza dla ludzi
nie znających go bliżej… i wydających po-
chopne zdanie o Nim (lub po prostu powta-
rzających zasłyszane opinie). Na scenie
właściwie tylko kilka znających Go osób
z Gdańska (Dracon, Astral, Gepard, Darth),
może w pełni wypowiedzieć się na temat tego
wrażliwego i wartościowego człowieka. Nie
tylko jako “prawdziwego atarowca”, “ata-
rowca nr 1 w Polsce” itp. uproszczeń na
Jego temat. Jedyne, co rzeczywiście mogę
przyznać, to fakt, iż był On prawdziwym
pasjonatem 8-bitowego Atari, nawet posia-
danie ST-ka, czy PCta nie zmniejszyło Jego
zainteresowania atarynką.

Istnieje zasada, że o zmarłym pisze się do-
brze, albo wcale, stąd wiecie już co zamie-
rzam… Potrzebne jest sprostowanie i wy-
jaśnienie pewnych faktów…

Oddajmy głos Jego dziewczynie, Kasi:

“Krzysztof był synem, bratem, szwagrem,
kuzynem, wnukiem, Atarowcem, przyjacielem,
kolegą, bratem, miłością mojego życia. Jego
wrażliwość na cierpienie ludzi objawiała się
ciągłym niepokojem o zdrowie tatuśka, o to
co ma na głowie mamuśka, troską o przy-
szłość rodziny, siostry Anki, problemy
kuzynki. Nie umiał jednak okazać swoich
uczuć takimi, jakie były naprawdę. Dlatego
sporo rzeczy robił na opak. Być może była
to ochrona jego wnętrza przed obcymi. Był
skrytą jednostką w gruncie siebie samego.
Dlatego mówił bez przeszkód o swoich
przywarach i przywarach innych, czym mógł
zajść pod skórę niejednemu. Nie życzył
nikomu źle, miał taki sposób wyznawanych
wartości, że ludzie na tym korzystali.

Sam o sobie napisał słowa: “Zawsze w końcu
wszystko sprowadzam do absurdu i bez-
sensownej głupawki”, czym rozładowywał
nawet najbardziej napięte sytuacje i ro-
zmowy. Dalej pisze: “choć wewnętrznie je-
stem bardzo poważny i skłonny do depre-
sji”, czym przyznał się do swojej prawdziwej
natury.

Był człowiekiem o wielkim sercu i uśmiechu,
wyróżniał się uczciwością i zwalającą z nóg
szczerością.

Żył krótko, ale kochał mocno.

ATARI RULEZ -> Krzysiu CIESZYSZ SIĘ ?”

Dracon:

Poznałem Go gdzieś około 1993 roku,
kiedy Atari miało się całkiem dobrze i dzia-
łała wtedy giełda komputerowa w obiekcie
studenckim o nazwie “ŻAK”. Krzysiek za-
interesował się pisaniem tekstów do zinu,
który miał wydawać Stanley. Ten ostatni
ogłosił to w którymś demie wraz ze swoim
adresem, na który napisał Qbek. Ponieważ
nic nie wypaliło, Stanley poprosił mnie
o osobiste poinformowanie Qbka o sytuacji,
gdyż okazało się, że mieszkamy na tym
samym osiedlu, kilka ulic od siebie (!). Tak
się też stało i wkrótce poznałem tą dość
już znaną, z łamów TOP SECRETU, osobę…
Dodam, że wcale nie byłem do Niego nasta-
wiony negatywnie z powodu “TOP SECRET-
owych” tekstów, które traktowałem z przy-
mrużeniem oka. Jeśli ktoś do dzisiaj nie
kuma o co w tym wszystkim chodziło Krzy-
siowi, to spieszę wyjaśnić, iż przede wszy-
stkim poszło o bronienie komputerów Atari
(w nieco przewrotny sposób, co bardzo
przeszkadzało osobom o odmiennym poczu-
ciu humoru lub jego braku… Cóż ci ludzie
wypisywali na QBKA – przekleństwa, złośliwe
przeróbki piosenek… stał się znany, ale
słyszałem że “miarą wielkości danego czło-
wieka jest ilość jego przeciwników”, tak
więc…. Z tego co pamiętam, Krzysiek zaczął
kilkuletnie pisanie do TOP SECRETU pytaniem
do redaktorów, “czy siedzenie przed kom-
puterem jest szkodliwe, bo został właśnie
o tym pouczony…”. Nawiązała się specyfi-
czna współpraca między dwiema stronami,
jakby forma zabawy, którą postronni czy-
telnicy rubryki “Od Redakcji” lub “Supery”
różnie odczytywali… Cały proces polegał
na tym, iż QBK pisał, redakcja czasem dla
zgrywy coś przekręcała i odpowiadała, co
prowokowało Go oraz resztę do (gwałto-
wnej) polemiki. Ostatni tekst (coś o… Panu
Kleksie ;-) chyba nawet nie wydrukowano…
Dowodem na to, że redakcja doceniała pisa-
nie Krzysztofa i jego aktywność, może być
kilka prezentów, które od niej dostał: tytuł
“atarowca nr #1 w Polsce”, pocztówkę
z pozdrowieniami, czy też pokaźnych roz-
miarów (i praktyczną) “Encyklopedię Ro-
cka”. Poważnie żałował stworzenia legenda-
rnego “Belmondo Demo” (z udziałem zapo-
mnianego już programu Demo Contruction
Kit) i to wkrótce po wysłaniu go do Niemiec…
bodajże pod koniec 1993 roku… (tzw. błędy
młodości). Wkurzył go jeszcze (autenty-
cznie) naukowo analizujący, wręcz rozbie-
rający na części pierwsze, artykuł PeWusia
o Belmondo Demo, umieszczony w #1 wydaniu
magazynu dyskowego grupy Slight. Znako-
mity, beletrystyczny wstęp (widać tam oczy-
tanie PW) do tego artykla sugerował lekkie
potraktowanie tematu, ale gdzie tam!!! Jego
reszta to dość złośliwe aluzje i komentarze
nie tylko do samej produkcji, ale także
do autora. Uważam, że to było nie fair,
gdyż wtedy QBK na serio nie wiedział je-
szcze (wiele) o zasadach działania sceny
komputerowej itp., tymczasem PW wówczas
już błyszczał w panteonie gwiazd sceny
(zakodowanie pierwszego tak dopracowa-
nego zina, jakim był Barymag #1 to ogromny
plus dla niego i szansa, że nie zostanie za-
pomniany, choć obecnie podobno olał ce-
ntralnie komputery). Wracając do samego
artykułu PeWusia, to muszę przyznać, że
sprawia(ł) wrażenie typowej “zapchaj dziu-
ry” wśród innych artykułów (choć z drugiej
strony znaleziono kozła ofiarnego… “było”
o czym pisać, “odmiana” nie zaszkodzi…;-> )
i był za mocno wydumany – po prostu temat
nie był wart aż takiej ekspresji wypowie-
dzi i złośliwości… Xywę GNOM zmienił Krzyś
na CUTTER, trafiwszy do gdańskiej grupy
High Voltage. Pełnił tam funkcję swappera
przez około rok (1995), o ile pamiętam. To
właśnie pod tą xywą napisał “sprostowa-
nie” do #2 Barymaga, jednak zanim ukazał
się ten zin, sporo rzeczy się zdezaktuali-
zowało. Po konfliktach w łonie HV, Krzyś
opuścił ją i za jakiś czas (1996/97) założył
/jajcarską/ grupę OHP (OCHOTNICZY HU-
FIEC PROGRAMOWANIA). Tworzył ją, już jako
KUBEK (QBK) wraz z Koprem, kolegą ze
szkoły. W/w grupa nie istniała w zasadzie
zbyt długo, spłodziła m. in. Belmondo D. #2
oraz własny cover na 5.25″ i może coś je-
szcze, co umknęło mojej uwadze (w zaufa-
niu zdradzę Wam iż Krzyś znajdował się też
w jeszcze jednej, tajemniczej grupie 4-TET,
a posiedzenia tejże grupy odbywały się
zazwyczaj u Niego w domu, przez ok. 2 lata;
w bólach rodzi się produkcja dokumentująca
jedną z sesji 4-TETu i może kiedyś wypłynie
na powierzchnię… tylko chyba mało kto by
skumał specyficzne klimaty 4-TETu… :) ).

Tak więc widać, że Kubek udzielał się spo-
łecznie, że tak powiem, na scenie Atari.
(był nawet na jednym z najlepszych party
w latach 90. – QuaST Party 95, a także
w Mikołowie 95 i QuaST 96).

Aby nie przedłużać i nie zabierać cennego
miejsca innym, w skrócie pokażę jeszcze
inne zasługi Krzysztofa Kubeczko:

  1. nawiązanie kontaktu z niemieckim ABBUCem
    i sprowadzenie do Polski WIELU ciekawych
    programów (m.in. VERONIKA, COOL EMOTION,
    CUBE, C-64 DiaShow itp., itd.)
  2. udział (pośredni) w gfx compo na QuaST
    97 obrazkiem “BRUCE LEE” /noga, łydki,
    głowa?!/, pochodzącym z nieoficjalnie, bez-
    prawnie “wydanego” GNOM GFX COLLECTION
  3. udział we wszystkich (chyba) możliwych
    ankietach z zinów i pism atarowskich oraz
    popieranie gazet takich, jak “ATARI Maga-
    zyn”
  4. montaż stereo (w kilku compach)
  5. stworzenie INTERMAGA (zin dyskowy, któ-
    ry swego czasu ożywiał ostro scenę ataro-
    wską; do końca chyba nie ujawnił, że był
    jego autorem, a ktoś z tej okazji chciał po-
    stawić piwo…)
  6. stworzenie paper-maga LAMERTON (kolej-
    na próba wypowiedzi, tym razem już nie
    anonimowa; mag zawierał typowy dla Kubka
    humor oraz różne ciekawostki; istnieje
    szansa, że nieskończony przez Niego numer
    2 ujrzy jednak światło dzienne…)
  7. co najmniej kilka artykułów w zinach dy-
    skowych różnych grup. Tak przy okazji
    w światku atarowskim na pewno ktoś sły-
    szał o historii “wojny słownej” z Gregiem –
    muszę uczciwie przyznać, że fucki do QBKA
    pierwszy posłał właśnie Greg (i to “bez-
    interesownie”, bo QBK nigdy wcześniej nie
    “atakował” Grega; chodziło chyba o pisanie
    do Top Secretu) w swej muzycznej kolekcji
    “Voice of Silence”… Nastąpił odzew (głównie
    w paper-magu “Detox” grupy Pentagram),
    jak zwykle w specyficznym stylu (może
    z pewnym przegięciem) i tak to się zaczęło…
    Wspomnę jeszcze o “wojnie” z New Genera-
    tion (poszło chyba o obrazę Sola w Inter-
    magu, do której Krzyś nie przyznawał się;
    Wyshyfka Zine (by NG) jako produkt niby
    “lepszy” od Intermaga, ogólnie nie przyjął
    się…).

Odnośnie terminu “LAMER”, którym Go tak
chętnie nazywano, początkowo dosyć cią-
żyło Mu to… Z czasem jednak przyzwyczaił
się do tego i w pełni zaakceptował, co
dowodzi nawet sama nazwa paper-maga
autorstwa Krzysia – “LAMERTON”.

Na koniec dodam jeszcze, że w numerologii
Krzysiek był “siódemką” (osoba o wyjąt-
kowym zmyśle obserwacji, niezależna, po-
wściągliwa i introwertyczna). Jego zacho-
wanie wobec otoczenia można by wytłuma-
czyć tak: głęboka nieśmiałość i ogromna
uczuciowość – próbą zatuszowania tego
jest pragnienie wyróżnienia się w otoczeniu.
Jednocześnie widać umiłowanie spokoju
i harmonii. Taki właśnie był Krzyś.

Astral:

Anno Domini 1999
04 Sierpień
Słońce w 12 stopniu Lwa

Gdyby Krzyś był wciąż wśród nas, zapewne
na dniach kończyłby szacowne 21 lat. Przy-
padki losowe bywają różne, będąc trudnymi
do zdefiniownia. Los, stary ślepiec i głupi
oszust, daje nam szansę by potem nam ją
odebrać. Nigdy nie wiadomo jak i dla kogo
przekręci się koło fortuny.

Świat to jedno wielkie bagno, nie pozbawione
zbawiennych jak i śmiercionośnych iluzji,
sprowadzając na zwykłego szarego czło-
wieczka często niezasłużone cierpienie.
W takich chwilach zastanawiam się czy
istnieje Bóg i czy rzeczywiście istnieje ta
jego legendarna sprawiedliwość. Czy Bóg
jest ślepy jak los, wybierając niczym śmie-
rtelny kosiarz losowe ofiary? Czy może
poprzez śmierć niewinnego człowieka coś
nam chciał zasugerować? Kto chce, niech
kontempluje. Jednak wyższe przemyślenia
na temat istoty losu i jego “łaskawości” nie
są tematem nadrzędnym tego artykułu.

Dla wielu osób Kubek był tylko zwariowanym
fanatykiem małego Atari, udzielającym się
niekiedy w czasopismach poświęconych
grom, starym i legendarnym lamerem, poze-
rem, który wykłócał się ze wszystkimi
o byle co, wielkim zawadiaką. Lecz poza ilu-
zją pozorów, rozhulanym zodiakalnym Lwem,
garścią masek, które dokładnie kryły jego
wnętrze, znajdowała się o wiele głębsza
osobowość, która zapewne zadziwiłaby nie-
jednego elitarnego czy oddanego ideologi-
cznie (jeśli taki by zrozumiał) wroga.

Krzyśka poznałem przeszło 4, a może nawet
i pięć lat temu. Punktem łączeniowym był
Dracon, mieszkający nieopodal. Ciekawym
jest fakt, iż znana wówczas była mi sama
“legenda”, na podstawie której stwarzałem
różne wyobrażenia na temat tego człowieka.
Spotkaliśmy się dopiero 1995 na Quast
Party w Ornecie. Zamiast zarozumiałego,
buńczucznego, ideologicznego szaleńca
spotkałem osobę o otwartym i sympaty-
cznym charakterze, czasem spokojnym,
czasem pełnym humoru. Party zakończyło
się i wszyscy rozjechali się w swoich kieru-
nkach. Minęło sporo czasu zanim ponownie
się spotkaliśmy. Owego czasu “modne” były
tzw. spotkania “Quartetu”, gdzie w mieszka-
niu Krzysia spotykała się ścisła “śmietanka
towarzyska”, elita atarowców z Trójmiasta.
Spotkania wniosły sporo nowego do naszej
znajomości, Krzyś przeważnie starał się
wychodzić poza ustalone schematy, poza
etykietę scenową, doszukując się czegoś
poza tym o samym człowieku, z którym miał
okazję rozmawiać. Często wytykał ludziom
kompleksy, nie w celu ośmieszenia, lecz po-
przez przeciwieństwo próbował je zni-
szczyć. Jednak także rozmowy na wrażliwe
tematy inicjowane przez samego Kubka nie
ocierały się wyłącznie o czyjeś poglądy.
Sam problem, czy wytknięty kompleks był
jednocześnie specyficznym odbiciem samego
“prowokatora” i jego wewnętrznych rozte-
rek. To działanie jednak nie miało na celu
ośmieszenia drugiego człowieka, lecz do-
szukiwania się dogłębnej analizy nad samym
sobą. Krzyś często doszukiwał się w kimś
czegoś, co go właśnie obecnie gnębiło. Cza-
sem jego działanie ocierało się o brak wra-
żliwości wobec danego człowieka… działanie
pozbawione empatii, intuicji… Przynajmniej
było tak przed kilkunastoma laty… Każdy
z wiekiem dojrzewa… Nikt nie jest bez wad.
Późniejszy kontakt z kolesiami z klasy,
zerwanie częstych wizyt z Darthem, który
miał negatywny na niego wpływ, czy choćby
problemy z panienką, nauczyły go większej
wrażliwości, otwierając jeszcze bardziej
na ludzi.

Nie mam zastrzeżeń do samej sceny, jednak
dopiero wraz ze zmniejszeniem kontaktu
z nią, zacząłem lepiej poznawać QBKA. Na
początku 97 roku Krzyś był łącznikiem
między mną a innymi kołami (he, he) spoza
sceny. Powód z pozoru był bardzo prosty –
wymiana kaset z muzyką i raczej nic poza
tym. Nikt nie śmiał wysunąć wniosków, iż
z tego wręcz banalnego powodu wymiany
wyjdzie dużo poważniejsza sprawa. Jak czas
pokazał, zostałem włączony do grupki dość
wesołych ludzi, którzy do dziś tworzą swoją
integralną “wolną” (tzn. bez konkretnych
rzeczy “trzymających”, typu komputer czy
lokalny hyde park w miejscowej gazecie)
grupę. QBK nie był żadnym guru, “przy-
wódcą sekty”, lecz osobą, która niesamowi-
cie potrafiła wszystkich ze sobą połączyć.
W jego towarzystwie czuło się to coś, co
wiązało wszystkich i podkręcało lokalny
“mikroklimat wewnętrzny”.

Wracając do przeszłości…

Poznając niejakiego Rycha i Stacha (dwóch
kolesi, zresztą bardzo bliskich QBKa), mia-
łem przed oczami wyraźny obraz Krzysia.
Poza etykietką scenowego lamera widziałem
osobę wrażliwą, która być może ze względu
na swoją nieufność, nie była wyrazista na
pierwszy rzut oka. Cała prawdę o nim można
było odczytać z podtekstów, z między-
wierszów, ukrytych poza pozornym humorem
i czasem sarkastycznym żartem. Kubek miał
swoje prawdy i zasady moralne, a to, co
uważał za cenne, zazwyczaj w czyichś
oczach zamieniał w absurd, w absolutną
głupotę. Krzyś miał fioła na punkcie spraw
związanych z erotyką, jednak przeciętny
człowiek, mający niewiele do czynienia z nim,
zapewne wysunąłby nieodpowiednie wnioski,
które postawiłyby Qbka w czyimś świetle
jako zwykłego erotomana, oglądającego się
wiecznie za babkami. Tak jednak nigdy nie
było. Gdy istniała potrzeba, zawsze okazał
szacunek i nieskazitelne poczucie warto-
ści…

Jednak czy w tym czasie (97) znałem go
na tyle, aby powiedzieć coś na ten temat?
Chyba zdecydowanie nie. Fakt jest faktem,
iż Kubek stawał się z każdym spotkaniem
coraz bliższy. Nie był to zwykły kumpel, lecz
ktoś ponad, kto pomógł mi (podświadomie)
wytyczyć nowe ścieżki mojego ja…..

Kolejne wspólne spotkanie, pierwszy biwak
z moją grupą. Małe “KAT PARTY” ;impreza
alkoholowa= na działce (w podwójnym zna-
czeniu) u Rycha. Mały szczeniacki wygłup,
a nie zapomnę go do końca życia. QBK wraz
z resztą ludzi lubił eksperymentować, oczy-
wiście z pewnymi normami. W ruch poszła
najzwyklejsza “trawa”, głupi środek psy-
chodeliczny po którym wszyscy obecni,
którzy to ciągnęli, otrzymali prawdziwy
zastrzyk potężnej głupawy (nie namawiam
tutaj nikogo do zażywania narkotyków – na
początku zawsze może być pięknie, jednak
konsekwencje bywają różne).

Spotkania “towarzyskie” były dla nas
istnym antidotum na ten szary i brudny
świat. QBK zawsze robił z siebie błazna
w celu wyrzucenia nadmiaru energii i zwró-
cenia na siebie uwagi. Tak…. Krzyś za wsze-
lką cenę, czasem posuwając się nawet do
czynów niszczących jego obraz w oczach
innych ludzi, starał się zwrócić czyjeś spo-
jrzenie na siebie. Nie wiem co było tego
przyczyną. Do końca nie udało mi się tego
rozwiązać i wciąż nie wiem, czy powodem była
głupia duma, próżność czy chęć dowarto-
ściowania niskiego mniemania o sobie. Kubek
zaczął żyć “na pograniczu”. Odizolował się
od komputerów w sensie ideologicznym. Za
odłożone oszczędności zakupił Grzyba
w celu miłego spędzania czasu, grając
w głupie gierki. Jednak mimo tego nigdy nie
zapomniał o małym Atari, które wciąż u nie-
go stanowiło najwyższy priorytet. Jego
działalność scenowa opierała się raczej na
biernym obserwowaniu, jednak od czasu
do czasu poza murem obojętności pojawiał
się “stary buntownik”, który lubił “włożyć
kij w mrowisko”. Przykładem jest choćby
sam Intermag.

W 1998 roku nasze drogi zaczęły się roz-
chodzić. Sam już nie wiem dlaczego, co było
tego przyczyną. Odsunęliśmy się od siebie
bez wyraźnego, bliżej określonego powodu.
Niewyjaśnione sprawy, małe “konflikty”,
zaczęły przybierać formę mitów, wzaje-
mnych iluzji. Po raz ostatni widziałem go
na przełomie października/listopada 1998
roku, podczas “wycieczki” do Geparda. To
był ostatni dzień, kiedy mogłem wymienić
z nim konkretne zdanie, choć nic nie zapo-
wiadało, iż nasze spotkanie będzie zupełnie
ostatnie…

Od tamtego czasu nie odezwaliśmy się ani
razu do siebie, ograniczając się jedynie do
drobnych pozdrowień przesyłanych przez
Dracona.

12 kwietnia 1999 roku postanowiłem prze-
łamać lody i odnowić starą znajomość. Nie-
stety spóźniłem się…

Krzyś odszedł z naszego materialnego
świata, tracąc w zupełności kontakt z nami.
Opuścił nas, pozostawiając większość osób
w żałobie, ogromnym żalu, uczuciu niesamo-
witej pustki wewnętrznej.

Nasza grupa, pomimo straty tego wspania-
łego człowieka (tak naprawdę potrafimy
docenić drugą osobę dopiero, kiedy ona od
nas odchodzi), ponownie zbliżyła się do
siebie, kryjąc wewnątrz ogromny ból. Je-
dnak nasze dawne spotkania nie są już tym
samym, czym były kiedyś…

Krzyś odszedł do wyższego świata. Mimo to
zawsze będzie przy nas, jeśli pamięć nasza
onim będzie trwać…

 "Życie jest piękne, zaś śmierć
         wyzwoleniem"

                Astral (Umbermoon)

Na aptece, koło domu Krzysia, widniał na-
pis:

“Poproszę lek na…..
zresztą i tak wszyscy umrzemy…”

Ciekawym jest to, iż Krzyśka zawsze prze-
śladowały myśli związane ze śmiercią i prze-
mijaniem. Jednakże niespełna tydzień przed
tragicznym wypadkiem owe myśli nabrały
niesamowitego obrotu, czego przykładem
był właśnie jego “wyryty” sprayem napis
na aptece.

Gepard:

Krzysztofa poznałem w 1992 roku za
pośrednictwem legendarnej gazety “Atari
Magazyn”. Ukazało się tam jego ogłoszenie
dotyczące wymiany oprogramowania na
atarkę. Ponieważ do tej pory mój kontakt
z softem ograniczał się do kilku kumpli,
którzy jednak gustowali bardziej w durnych
gierkach, niż w demosach czy też użytkach,
postanowiłem nawiązać kontakt z Krzysiem.
Zaczęło się od kilku telefonów. Później, gdy
się już dogadaliśmy, zaprosiłem go do
siebie. Pamiętam jak wyszedłem po niego na
dworzec PKP. Umówiliśmy sie na tzw. znak
rozpoznawczy, którym był egzemplarz
wspomnianego wyżej “Atari Magazynu”, któ-
ry dzierżyłem w ręku. Trafiliśmy na siebie
bez kłopotu, a to dzięki temu, że jako jedy-
ny z tłumu ludzi maszerował po peronie
machając siatką, w której widać było disc
box 5.25″ na 100 dysków. Pogadaliśmy sobie
trochę po drodze Poznałem jego pierwszą
ksywę (Gnom). Byłem pod wrażeniem jego
członkostwa wsławnym klubie ABBUC.

Już u mnie w domu, gdy zobaczyłem jego
zbiór dysków, byłem w wielkim szoku. Tyle
nowych i ciekawych demek w życiu nie wi-
działem. Trzeba było za wszelką cenę
utrzymać ten kontakt.

Zresztą o Krzysiu słyszałem już dużo
wcześniej (1991 r.). Czytało się rubrykę
“Listy” w Top Secret, gdzie to Krzysiek
użerał się z komodorowcami i innymi klonia-
rzami. Wówczas, gdy jeszcze go nie znałem,
myślałem, że osoba Krzysia Kubeczko to
“fikcja literacka” i wymysł redaktorów “TS”
w celu zwiększenia sprzedaży pisma po-
przez ożywienie dyskusji na jego łamach.

Po nawiązaniu kontaktów z Qbkiem zaczęły
się regularne spotkania. Właśnie w ten
sposób poznałem kilku innych znamienitych
atarowców (Dracon, Darth i inni). O mały
włos nie skończyło się to dla mnie zmianą
platformy sprzętowej. Krzysztof w owym
czasie chciał pozbyć się swojego Atari 1040
STFM. Ja natomiast, będąc pod wrażeniem
demek grupy Oxygene (np. FLIPO DEMO),
chciałem kupić od niego to “cacko”. Nie-
stety (teraz przez pryzmat czasu lepiej
zabrzmi “na szczęście”) uprzedził mnie
Darth/HV.Kubek, od kiedy pamiętam, zawsze
zbierał wszelkie gadżety związane z Atari.
W swoich zbiorach miał oprócz kilku klawia-
tur i innych “rodzynków” także oryginalny
kalkulator firmy Atari, którego notabene
bardzo mu zazdrościłem. Jak już pisałem,
spotkania u Qbka odbywały się bardzo czę-
sto. W pewnym okresie spotykaliśmy się
nawet co weekend. Bywały dni, kiedy pokój
Krzysia był pełen gości. Bywali tu także
VLX, Grey, Rage i Astral (ofkozz), a także
inni. Oczywiście celem nadrzędnym spotkań
było kopiowanie nowego stuffu. Gdy już
każdy sobie nakopiował ile chciał (“obłowił
się”, jak to Krzychu mawiał), przychodził
czas na rozrywkę. Odbywały się prawdziwe
bitwy w Megablasta, druzgocące mecze
w One On One, szaleńcze pościgi w Rally
Speedway, itp. To w tej atmosferze powsta-
ła “przestępcza” organizacja znana jako
Quartet (4-TET). To w tym pokoju powstało
kilka historycznych tez i projektów. Po-
wstało kilka charakterystycznych sformu-
łowań typu: fluk, pedalicho-soft, piróg,
luśnia, pizza required! (sygnał na żarcie)
i mnóstwo innych, nie mniej dobitnie powy-
kręcanych. Dzięki tej wspaniałej atmosfe-
rze, człowiek ochoczo wybierał się na spo-
tkanie ze starą atarowską gwardią. Oczy-
wiście nie obywało się bez małych zgrzytów,
tzw. “klimatów”, ale były one niczym przy
całej reszcie. Co jakiś czas wybywaliśmy
w sile kilku osób w odwiedziny do innych
ludzi w Trójmieście. W ten sposób za po-
średnictwem Qbka poznałem Greya, Żukona
(Szymon Soft), Trolla i Dartha w jego mro-
cznym mieszkanku. Wpadało się do Astrala,
Dracona, Jaku-bai VLXa. To były czasy….
I nagle to zostało przerwane przez nagłą,
niepotrzebną i głupią śmierć.

Gdy tylko Krzyś kupił sobie “gablotę”, od
razu tknęło mnie złe przeczucie. Jednak
teraz jest już za późno na jakiekolwiek
gdybanie i teoretyczne rozważania. Nie bę-
dzie już spotkań w pokoiku pełnym zegarów.
Nie będzie już kopiowania nowości na szarej
SN-360. Nie odwiedzimy już w takim składzie
naszych znajomych w Trójmieście. Nie poje-
dziemy już całym Quartetem na żadne
party…

A jaki był sam Krzyś ?

Trudno mi jest tu coś pisać, chyba nie do
końca pogodziłem się z faktem, że Jego nie
ma już wśród nas. Nas atarowców… Krzysiek
miał niesamowity dystans do wszystkiego
i wszystkich. Nie było dla niego chyba ża-
dnego tabu, oczywiście w pozytywnym tego
słowa znaczeniu. Przede wszystkim dla nie-
go liczył się czysty friendship. I nie chodzi
tu o friendship scenowy, ale o normalne, co
dzienne życie. Jaki był najlepiej wiedzą jego
bliscy i znajomi. Kto go znał wie, jaki był
Krzyś na co dzień. Optymistycznie nastawio-
nym do życia atarowcem. I takim pozostanie
w mej pamięcina zawsze…

Nigdy nie będzie już tak jak dawniej.

Gepard.

Nadszedł czas na zakończenie tego arty-
kułu, będącego swoistym epitafium o ś. p.
Krzysztofie… Mam nadzieję, że choć w czę-
ści udało się za pomocą tego tekstu ujawnić
prawdę i wyjaśnić różne nieporozumienia…

Kubek, spoczywaj w pokoju i wiedz, że pa-
mięć o Tobie jest wciąż żywa… Obyś zaznał
szczęścia na tym lepszym świecie…

Dracon

Krótkie podsumowanie:
Wstęp, zakończenie, korekta: Dracon
Tekst: Kasia, Astral, Gepard, Dracon

Sierpień, 1999 rok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *